Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
DOBRY DZIEŃ? (cz.3 a.k.a. "Na szlaku")

Gonzo Journals

:: ::


DOBRY DZIEŃ? (cz.3 a.k.a. "Na szlaku")

Autobus ciągnął się trasą powoli, pozwalając przemęczonym mięśniom i umysłom odpocząć. Delektowałem się tamtą chwilą, wiedząć, że wkrótce mieliśmy oddać się straszliwemu zniszczeniu psycho-fizycznemu… „Czytałem ostatnio artykuł,” odezwał się mój współtowarzysz, szukając nerwowo czegoś po kieszeniach - najwyraźniej bez skutku, „o towaru, który postawił kasę na to, że Henry strzeli gola z drugiej połowy boiska w pierwszej połowie meczu.” Ostatecznie wyciągnął z jednej z tylnych kieszeni zwitek paieru i mały długopisik, który natychmiast wetknął sobie za ucho, zajmując się rozwijaniem arkusza papieru. „No więc, co się dzieje?” Spojrzał na mnie pytająco. „Tydzień później Henry strzela gola w pierwszej połowie meczu z drugiej połowy boiska. Nazwij to jak chcesz, ale szanse, na jakie bookies obliczył jej zakład były nie większe niż jeden do dwudziestu tysięcy. Laska postawiła dziesięć funtów. Jeb i dwieście tysięcy wpadło jej do kielni!” Dyliżans powoli zbliżał się do miejsca przeznaczenia - Hackney, E8, koniec Świata, tam nawet psy dupami nie szczekają. Jeśli miałbym Hackney i piekło, mieszkałbym w piekle, a Hackney wynajął. Jeśli znalazłby się ktoś wystarczająco pojebany by kupić tak gównianą lokację. I nie mówię tu wcale o braku perspektyw turystycznych, raczej o totalnym ich braku. „No i co w związku z tym?” spytałem. „Postanowiłem znowu zacząć grać. Wiem, że nie ma sensu robić zakładów takich, jak ta babka z artykułu, bo szanse wygranej są mierne. Nie będę też grać w totka, bo tam szans nie ma w ogóle – to tylko mydlenie oczu motłochowi. A jakiś tłusty wieprz siedzi w skórzanym fotelu na dwudziestym piętrze przeszklonego biurowca i bije gruchę pod cyferki na bilansie konta, którego stan wzrasta wprost proporcjonalnie do ilości baranów obstawiających zakłady. Czyli szybko. Stawiam na coś prostszego i pewniejszego.” Jakiś starszy dziad, w brudnych workowatych ciuchach, z lekka podający potem, siedzący przed nami i najwyraźniej przysłuchujący się całej konwersacji, odwrócił się w naszą stronę i wtrącił patrząc F. prosto w oczy, „Lepiej zacznij oszczędzać synku, to jest najprostszy i najpewniejszy sposób. Poza tym moglibyście przestać tak przeklinać chłopcy, trochę kultury na Boga!” Wymieniliśmy szybko spojrzenia. „OK,” zacząłem ostrzej niż było potrzeba, wtedy tego nie zauważając, „załóżmy, że ciężko pracuję na jakiejś gównianej posadce, pięć dni w tygodniu. Powiedzmy, że hipotetycznie zapierdalam w pubie, za barem, w jakiejś obskurnej dzielnicy - na przykład na Hackney - w punkcie docelowym autobusu, w którym teraz siedzimy. Hipotetycznie.” Obaj, F. i dziad przytaknęli jednocześnie. „Zawsze na czas, zawsze ogolony i z przyklejonym sztucznym uśmiechem do przedniej części głowy - do twarzy. Obsługuję ćpunów, alkoholików i całe spektrum podstarzałych freaków, którym ‘niestety się nie powiodło, bo coś stanęło im na drodze’ - typowa historyjka powtarzana każdej nocy - śmierdzących moczem i próbujących płacić mi guzikami i innym gównem, które wygrzebują trzęsącymi się łapami z ciemnych zakamarków kieszeni przepoconych ciuchów.” Kilka głów więcej w autobusie zdawało się poruszyć w geście przytaknięcia. „Odkładam każdy grosz, którego, nie wydam na rachunki i jedzenie. A po chuj tylko wie jak długim czasie, mam już całkiem ładną sumkę na koncie, która tkwi tam i pobłyskuje aurą nudziarstwa, gdyż po trzydziestu latach dziadowania zauważam, że nie mam w ogóle pierdolonego życia, tylko pięć zer po jedynce na świstku wydrukowanym w bankomacie i żadnych pomysłów by je wydać. Bo gdy innym kształtowała się tożsamość i osobowość - mówię tu o kontaktach międzyludzkich i tzw. życiowych doświadczeniach - ja napierdalałem dzień w dzień w pracy, brałem dodatkowe zmiany, a wszystko, co zarobiłem oszczędzałem, nie myśląc o dniu teraźniejszym, tylko o przyszłości, która zresztą nigdy nie miała nadejść. Gdyż ostatecznie, gdzieś podczas tego procesu zmutowałem z młodego i przystojnego chojraka w starego i zaśmierdłego pierdziela, który nie potrafi być, umie tylko czekać. Czekać na co - pytam? Wtedy to tylko na śmierć.” Wyraz twarzy dziada nie był obrazem radości. „Popieprzone gnojki! Zero kultury!” odburknął i odwrócił się do nas plecami. „Czuję się urażony tym epitetem,” rzuciłem za nim, „czym, jeśli nie brakiem kultury można nazwać wtrącanie się w pół słowa, w konwersację zupełnie obcych osób?” Nic nie odpowiedział, wymruczał tylko jakieś przekleństwa pod nosem i przesiadł się parę siedzeń do przodu. „Nie patrz tak na mnie kurwa!” rzuciłem do F.a wlepiającego we mnie tępy wzrok, „Co!?” warknąłem do wlepiających we mnie świńskie oczka pasażerów. „Nie zrobiłem nic kurwa złego! Sam się o to prosił. W końcu kiedy się wbijasz w konwersację nieznajomych, nie będąc przygotowanym by wnieść w nią jakikolwiek sens poza stwierdzeniem ‘ja wiem lepiej, bo jestem starszy i dlatego mnie należy słuchać’, musisz być gotów ponieść konsekwencję swojej niekonsekwencji.” F. zdawał się nie do końca zgadzać z moją opinią. „W porządku, czy wiek danej osoby decyduje o jej wiedzy/niewiedzy? Racji/lub jej braku? Mądrości/głupocie? Inteligencji-jej braku? Nie! Oczywiście kurwa, że nie! Te wszystkie przymioty oparte są na paru filarach: umiejętności przyswajania, obróbki i interpretacji informacji oraz doświadczeniach życiowych.” Kupon, którego skrzętnym oględzinom i wypełnianiu oddawał się wcześniej mój towarzysz, ponownie został zgnieciony i wepchnięty przezeń w kieszeń. „O czym ty kurwa pierdolisz znowu, Raul?” Puknąłem go w ramię wskazując przystanek, na którym mieliśmy wysiąść. „Ten dziad ma co najwyżej czterdzieści lat! Jest tylko kurewsko zniszczony, pewnie od drugów i alkoholu, a to żadna podstawa, żeby nazywać cię synkiem lub dawać jakiekolwiek wykłady. W szczególności, że wcale cię nie zna i nie ma pojęcia kim jesteś i na co cię stać. Mogłeś być jakimś pierdolonym dresem na speedzie i go rozszarpać na drobne kawałki, po durnym tekście jak ten jego. Nieważne kurwa zresztą! Mówiłeś coś o obstawianiu w totka?” Wysiedliśmy z autobusu przeciskając się przez szereg grubych ciał, powciskanych gęsto w zdecydowanie zbyt wąskie przejście do drzwi. „Nie w totka, tylko obstawianiu ogólnie.” Kiwnąłem głową w geście potwierdzenia. „No więc , będę stawiał w liniach, na pewne mecze, takie z niewielką stawką wygranej. Wiesz, na przykład Chelsea z jakąś kupą z Confrenece i temu podobne. Mimo, że stawka mała, to jak się parę takich meczy skumuluje w linii, wygrana może być całkiem przyzwoita, a ryzyko niewiel…” Koleżka rozejrzał się energicznie jak w jakimś amoku wokół siebie, „a gdzie my w ogóle jesteśmy, psie!?” Uśmiechnąłem się delikatnie. „Kolego, oto ‘zakład fryzjerski’,” wskazałem ręką na obskurny lokalik, umiejscowiony w pod słabo oświetlonym, śmierdzącym wymiocinami wiaduktem kolejowym. Szyld na zażaluzjowanych szklanych drzwiach wyraźnie mówił ‘Barber’, chociaż niektóre z liter zdążyły już wyblaknąć, stając się jasno-szare i raczej mało zachęcające do wstąpienia i skorzystania z usług tegoż przybytku. Co przy uwzględnieniu lokacji tejże struktury nie mogło mieć nic wspólnego ze słońcem, raczej z upływem czasu lub intencją właścicieli. Stałych Klientów nie brakowało, choć byli to głównie dość nietypowo wyselekcjonowani osobnicy, płci przeważnie męskiej. „Zakład fryzjerski? Chcesz przypomnieć sobie powód wczorajszego zamieszania, przywożąc mnie do zakładu fryzjerskiego!? Ciebie chyba zupełnie już pojebało, koleżko! Wnioskując po typach bujających się wewnątrz przewiduję ostre rżnięcie w dupę, a jakoś nie potrafię umiejscowić takowego zdarzenia we wspomnieniach z wczorajszego wieczoru. W jaki niby sposób ma ci to kurwa dopomóc!?” Uśmiech na mojej twarzy rozszerzył się promiennie. „Pozwól, że przedstawię ci baronów weedu i ich zielone królestwo!”

Raul Duke 28/01/2006 21:53:07 [Powrót] Komentuj

|| paula-d ||

Fajny blogasek,i szablonik ciekawy .... Pozdrawiam i zapraszam na mojego bloga :)
|| brak www || data:15/03/2006 15:38:36

ecv239.neoplus.adsl.tpnet.pl || IP: 83.22.237.239